wtorek, 27 czerwca 2017

, ,

Bielenda skarpetki złuszczające | Recenzja

Cześć, wszystkim!

Na samym początku chciałabym Was przeprosić, ponieważ ten post miał się okazać prawie 2 tygodnie temu, ale przyznam, że dopadło mnie lenistwo i z mojej winy ten post się nie pojawił. Nie mam zamiaru wymyślać jakiś powód dlaczego nie opublikowałam tego postu wcześniej, dlatego wolę po prostu powiedzieć prawdę, że to wina moja i mojego lenistwa.
Ale nie przedłużając, zapraszam na recenzję skarpetek złuszczających firmy Bielenda o których już wspominałam w poprzednim poście.


Nowości kosmetyczne | czerwiec 2017

 


Zakup takiego produktu jest bardzo dobrym pomysłem, żeby zadbać o swoje stopy, a szczególnie kiedy pojawia się lato i chcemy jeździć nad wodę czy chodzić w sandałach. Jest to jak domowe spa dla naszych stóp.

Czego oczekiwać od takiego produktu?

Skarpetki złuszczające, jak sama nazwa wskazuje ma za zadanie złuszczyć naskórek na naszych stopach co ma nadać nam gładkość skóry. Do tego są używane głównie kwasy i mocznik.

Co nam obiecuje producent?

Złuszczający zabieg do stóp w postaci skarpetek z aktywnym płynem skutecznie i bezpiecznie usuwa martwy, zrogowaciały naskórek. Wystarczy jeden zabieg, żeby zregenerować i wygładzić skórę stóp. Po 7 - 10 dniach od wykonania kuracji, stopy są idealnie gładkie, delikatne i odżywione. Zawiera kompleks kwasów (mlekowy, glikolowy, salicylowy), które pomagają usunąć martwy, zrogowaciały naskórek i stymulują odnowę komórkową. Mocznik (5%) intensywnie nawilża, odżywia i chroni skórę stóp. Ekstrakt z limonki jest źródłem witaminy C, działa antyoksydacyjnie, antybakteryjnie, odświeżająco i wspomaga gojenie. Alantoina i betaina łagodzą podrażnienia i nawilżają skórę stóp.



Zakupiłam ten produkt z nadzieją, że zadziała do czego mnie przekonały liczne pozytywne opinie na stronie rossmanna. Raz już użyłam skarpetek złuszczających, ale innej firmy i się rozczarowałam całkowicie, ponieważ nie zadziałały nawet w minimalnym stopniu.
A jeśli chodzi o ten produkt z Bielendy to jestem pozytywnie zaskoczona. Czy efekty są? Owszem są i w dodatku do tej pory jeszcze skóra się trochę złuszcza co mnie zaskoczyła, bo jak producent podaje do 10 dni powinna się złuszczać, a tu już mija 15 dzień od zastosowania produktu.
Produkt ma bardzo przyjemny zapach i jest łatwy w użyciu. W pudełku znajdziemy dwie saszetki z płynem i woreczek z dwoma workowymi skarpetkami. 




Dodatkowo jestem zachwycona tym jak wygląda opakowanie. Jest one proste, ale bardzo czytelne. Na pudełku znajdziemy nie tylko skład, dokładne zalecenia względem zastosowania, ale także na co należy uważać i kiedy nie wolno używać produktu. Według mnie jest to bardzo na plus, ponieważ nie raz albo nie pisze, albo jest zapisane drobnym druczkiem. Dodatkowym plusem jest niska cena, bo ok. 10 zł, a na promocji nawet za 7-8 zł. Poprzedni produkt tego typu, który zakupiłam w rossmannie i się nie sprawdził kosztował prawie 15 zł, a efektu nie dał żadnego, więc jak widać działanie z ceną nie zawsze idzie w parze.








A czy Wy używałyście tego typu produkt, a może dokładnie ten? Jakie są wasze wrażenia?

Do następnego, Karolina! ;*

Share:
Czytaj więcej

poniedziałek, 12 czerwca 2017

, , , , , ,

Nowości kosmetyczne | czerwiec 2017

Cześć dziewczyny!

W domu co miałam zrobić już zrobione, posprzątane i obiad wstawiony, a więc mam czas na napisanie dla Was postu. Post miał się pojawić w sobotę, ale przyznam, że przez całą sobotę żyłam tym, że wieczorem mecz naszej reprezentacji w piłce nożnej. Co jak co, ale meczu naszej reprezentacji nie przepuszczę i każdy muszę obejrzeć. Ale nie przedłużając, dzisiaj post o kilku nowościach, które w ostatnich dniach nabyłam. Wszystkie dotyczą pielęgnacji. Kosmetyki są z marki Ziaja i Bielenda czyli dwie marki, które jeśli chodzi o pielęgnację to u mnie przeważają. 



Na pierwszy ogień idą dwie maseczki. Zrobiło się gorąco, a upał w połączeniu z moją cerą tłustą oznacza katastrofę. W ciągu ostatnich kilku miesięcy udało mi się doprowadzić moją cerę do idealnego stanu gdzie wydzielanie sebum się troszkę zmniejszyło i nie pojawiały się żadne wypryski. Jednakże, słońce i upał doprowadzają do nadmiernego wydzielania sebum  i w połączeniu z potem pojawiają się wypryski na mojej skórze. Dlatego będąc w rossmannie postanowiłam kupić jakąś maseczkę na wypróbowanie. Pierwszą jaką wzięłam jest Ziaja maska oczyszczająca z glinką szarą do cery tłustej i mieszanej. Przyznam, że jej jeszcze nie użyłam, ale dzisiaj to zrobię i jeśli zadowolą mnie jej efekty to będę jej używać.




Następna maseczka firmy Bielenda Carbo Detox, pochodzi z nowej serii, którą firma Bielenda wypuściła na rynek. Tą maseczkę kupiłam przez przypadek, ponieważ szłam do kasy i mi się rzuciła w oczy ta czarna saszetka więc od razu na nią spojrzałam i wybrałam odpowiednią do mojej cery i ją wzięłam. Pierwszą saszetkę już zużyłam tego samego dnia i przyznam, że efekt mnie zadowolił i to bardzo. Moja skóra po niej była miękka, jedwabista i w dodatku przez kolejne 2-3 dni wydzielała mniej sebum. Dlatego jak dzisiaj byłam w rossmannie to od razu po nią sięgnęłam i kupiłam dwie kolejne saszetki. Zadowoliła mnie na tyle, że planuję zamówić z tej serii peeling i żel do mycia twarzy. Przyznam, że na początku bałam się, że mogę dostać uczulenia, ponieważ po jednej maseczce z zieloną glinką dostałam strasznego uczulenia i moja twarz była czerwona przez kilka następnych dni i bardzo swędziała. Jednak po tej nic mi się nie dzieje, więc uczulenie wynikało z innego składnika maski.





Następny produkt również firmy Bielenda to krem różany do twarzy. Krem ten kupiłam przez przypadek poprzednim razem gdyż niestety w rossmannie nie jest już dostępny mój ukochany krem z Bielendy młodzieńczy blask, który zmniejszał wydzielanie sebum i jednocześnie nawilżał moją skórę. Wrócę do tamtego kremu, ale będę musiała go zamawiać przez internet. Co do tego kremu różanego to jest on świetny dla tych co potrzebują nawilżenia i sprawdza się dobrze pod makijaż, jednak dla cery tłustej go nie polecam.


Następny produkt pochodzący z firmy Ziaja to anty-perspirant dwukierunkowy. Dezodorant ten pokazał mi go mój brat kilka miesięcy temu i przyznam, że jest to strzał w dziesiątkę. Używałam wiele różnych dezodorantów i wszystkie albo podrażniały moją skórę lub nie sprawdzały się lub ewentualnie brudziły ubrania. Polecam ten dezodorant wszystkim, a szczególnie osobom, które mają większy problem z poceniem się tylko nie radzę nakładania go bardzo dużo.



Ostatni produkt jest to Bielenda Comfort+ skarpety eksfoliujące. Zrobiło się gorąco i pora odkryć nogi, i iść się opalać. Niestety po zimie skóra na moich stopach jest wysuszona i wymaga nawilżenia i porządnego złuszczenia więc postanowiłam kupić skarpetki złuszczające. Przeczytałam wiele pozytywnych opinii o tym produkcie na stronie rossmanna więc postanowiłam je wypróbować i w dodatku są w przystępnej cenie 9,99 zł. Pisząc ten post właśnie mam je założone na stopy więc w najbliższym czasie na pewno pojawi się recenzja.




 Używałyście któryś z tych produktów? A co u Was znalazło się w nowościach? 

Do następnego, Karolina! ;*

Share:
Czytaj więcej

czwartek, 1 czerwca 2017

, ,

Makijaż inspirowany - Las Chicas del Cable

Cześć dziewczyny!

Czas matur się skończył więc tak jak obiecałam wracam na bloga. Przyznam, że tęskniłam za pisaniem tutaj, ale też trochę odpoczęłam i nabrałam nowej energii i odkryłam nowe pomysły.
Dzisiaj dzień dziecka i w tym dniu rusza nowa seria postów na moim blogu. Do tej pory nie publikowałam tutaj żadnych moich makijaży, ponieważ uważałam, że w porównaniu do osób z większym stażem to ja wypadam daleko w tyle i oczywiście nadal tak sądzę, ale postanowiłam, że mimo wszystko co jakiś czas z wami się podzielę swoim makijażem. Jak już zauważyliście po tytule to seria będzie się nazywać "Makijaż inspirowany". Na pomysł wpadłam właśnie oglądając serial "Las Chicas del Cable", który polecam nie tylko dla fanów języka hiszpańskiego, ale także dla fanów lat 20, które osobiście uwielbiam. 
Po tak długim wstępie zapraszam na post i na makijaż. Od razu z góry chcę przeprosić za jakoś zdjęć mojego makijażu, ale obecnie staram się odnaleźć w robieniu zdjęć makijaży moim aparatem. Jak to mówią trening czyni mistrza.





Inspirując się czymś nie odwzorowuję tego w całości, ponieważ nie zawsze mi się całość podoba i tak samo jest w tym przypadku. Większość z bohaterek tego serialu nosi  na ustach kolor czerwony na którym mi najbardziej zależało, ale jedna z bohaterek ma oczy pomalowane na bardzo ciemny kolor, który do mnie nie przemawia, ponieważ nie lubię siebie w ciemnych kolorach, gdyż wyglądam jakbym nie miała oczu. Natomiast reszta z bohaterek oczu nie ma pomalowanych i ma jedynie sztuczne rzęsy. Ja jednak w tym makijażu połączyłam czerwone usta z delikatną szarością na powiece. 

Na mojej powiece w załamaniu zblędowałam ciemny fiolet wpadający w brąz z szarym i obydwa cienie pochodzą z paletki AU NATUREL. Na ruchomą powiekę nałożyłam odrobinę cienia białego, cielistego i delikatnego żółtego i na to odrobinę pigmentu KOBO. Nie jestem fanką cieni brokatowych na ruchomej powiece, dlatego zawsze na dolnej powiece mam kolor najciemniejszy który użyłam na powiece ruchomej i na to odrobina cieni z brokatem. W tym wypadku na dolnej powiecie mam cień fioletowy i roztarty cieniem szarym, a na to odrobina cienia niebiesko z brokatem z paletki WIBO.





A poniżej kosmetyki, których użyłam do wykonania tego makijażu:







Do następnego, Karolina! ;*

Share:
Czytaj więcej

piątek, 10 marca 2017

,

Wiosenna wishlista | 2017 + Ogłoszenie


Cześć dziewczyny!

Wiosna zbliża się do nas coraz większymi krokami co już mogliśmy poczuć na własnej skórze, więc pora na przygotowanie wiosennej wishlisty. Moja lista życzeń składa się głównie z ubrań, a to dlatego, że niestety zbliża się czas matury i wypada mieć kilka koszul czy sukienek, które się je założy na maturę i nie tylko. 

Na pierwszy ogień pójdzie biała bluzka z H&M, która ma w sobie coś co sprawia, że nie mogę oderwać od niej wzroku, a jej cena to 59,99 zł. Osobiście uwielbiam tego typu koszule/bluzki, które nie mają rękawów i bardzo dobrze się w nich czuję.

http://www2.hm.com/pl_pl/productpage.0389544009.html#Bia%C5%82y
 

Następną rzeczą jest sukienka z H&M, krótka, czarna i na ramiączkach. Na co dzień pasuje idealnie i do niej wystarczy założyć trampki i gotowe :) 

http://www2.hm.com/pl_pl/productpage.0510152001.html#Czarny

Następna sukienka również z H&M podobna do poprzedniej, ale ma inaczej wycięte ramiączka. 

http://www2.hm.com/pl_pl/productpage.0374762001.html#Czarny

Kolejna sukienka jest ze sklepu Sinsay i jest w innym stylu niż poprzednie. Przyznam, że przez długi czas sukienki tego typu mi się nie podobały, ale tak ma w sobie coś co mi się podoba i nie umiem tego wytłumaczyć.

http://www.sin-say.com/pl/pl/sklep-online/kolekcja/sukienki/qn091-99x/lace-dress#

Teraz przejdziemy do butów. Jak na razie stawiam na buty sportowe. Uwielbiam chodzić w obcasach, ale lubię również trampki założyć do sukienki.
Zacznę od butów typu slip on, jeszcze kiedyś był to typ butów, który mi się nie podobał. Trend, który zapanował w całej szkole i wszędzie były te buty. Obecnie nadal mi się nie podobają bardzo no są wyjątkowe perełki jak te poniżej, które cieszą moje oczy. 

https://www.renee.pl/5114.html

Następne buty to cudeńka w których się zakochałam jak tylko je zobaczyłam. Krój butów wszystkim znany. Oryginał marki Reebok opanował cały świat. Normalnie buty tej marki mi się nie podobają, ale kiedy przeszukiwałam strony z butami jak np. Renee to znalazłam te perełki w moim ulubionym kolorze i była to miłość od pierwszego wejrzenia.
 
https://www.renee.pl/niebieskie_buty_sportowe_myron.html

Następny produkt należy do kolorówki i jest to paletka MUR z różami Hot Spice. W paletce się zakochałam od razu i powiedziałam, że muszę ją mieć. Jej kolorystyka jest cudowna, przygaszona i delikatna, a nie efekt lalki Barbie.


Ostatni punkt mojej wishlisty to książka. Tytuł znany wielu przez hiszpańską ekranizację. Film oglądałam milion razy i nadal tak samo cieszy. Postanowiłam, że chcę mieć także książkę, ale jak wiecie jestem zafascynowana językiem hiszpańskim i dlatego chcę kupić książkę "Tres metros sobre el cielo", ale w języku hiszpańskim. Jak na razie nie mogę jej znaleźć w internecie, ale będę szukać dalej :) 




I tak wygląda moja wiosenna wishlista, a na waszej co się znajduje? :)


Ogłoszenie!

Jak wiecie w maju mam maturę i obecny czas jest bardzo ciężki. Dużo nauki, mało czasu i brak motywacji przez brak efektów. Dlatego do końca matur (ostatnią maturę mam 22 maja) "zawieszam bloga". Zawieszam go słownie, ale obiecuję, że wrócę z nową energię i nowymi pomysłami, które już są. Przez ten czas również rozplanuję nową serię postów, która się będzie pojawiać na blogu.
Proszę Was o zrozumienie i do zobaczenia, Karolina! ;* 
Share:
Czytaj więcej

środa, 1 lutego 2017

, , , ,

Top 5 jesienno-zimowe pomadki

Cześć dziewczyny!

Zaczął się właśnie nowy miesiąc więc normalnie teraz pojawiłby się post z ulubieńcami zeszłego miesiąca, ale dlatego, że w ubiegłym miesiącu nie testowałam żadnych innych produktów ani nic się nie zmieniło w mojej pielęgnacji czy makijażu to w tym miesiącu taki post się nie pojawi. Jako, że należę do osób, które uwielbiają mieć nowe paletki cieni i produkty do ust to dzisiaj mam dla was luźny post przedstawiający kilka pomadek, które najczęściej wybieram w porze jesienno-zimowej. Niektóre z tych pomadek używam dosyć często, a inne raz na jakiś czas, a to dlatego, że do szkoły raczej się nie nadają ;)


Golden Rose Longstay Liquid Matte Lipstick 03:

Te pomadki od GR są chyba znane wszystkim. Płynna pomadka, która na ustach po zastygnięciu jest matowa. Świetne wyjście dla osób, które lubią produkty w formie błyszczyka. Zakochałam się w tej pomadce po pierwszym użyciu. W łatwy sposób można ją nałożyć i w momencie zastyga. Na ustach prezentuje się cudownie, ale warto pamiętać, żeby przed jej nałożeniem trochę nawilżyć usta, bo ona zastygając wpija się w usta i może je trochę przesuszyć. Pomadka jest bardzo trwała co prawda w ciągu dnia przy jedzeniu i piciu może się zjeść, ale wytrzymuje na prawdę dużo. Miałam ją ostatnio na studniówce i ją poprawiałam tylko raz po północy, bo po do tego czasu zdążyłam zjeść kilka potraw i je popić więc troszkę się zmyła. Ale jak na cenę 19,90 zł to sprawuje się świetnie i na pewno kupię jeszcze nie jeden kolor :)


 

 Wibo nude lips 02:

Kolejna pomadka, która jest znana wszystkim. Pomadka, która kosztuje około 6 zł i ma świetną pigmentację, jest kremowa i utrzymuje się przez cały dzień na ustach. Czego chcieć więcej? ;) Pomadki tej używam dosyć często chociaż kiedyś w życiu bym jej nie tknęła. Kiedyś nie wychodziłam poza różowe pomadki, a teraz chętnie sięgam po ten piękny brąz, który na ustach prezentuje się nieziemsko.


  

Golden Rose Matte Lipstick Crayon 23:

Wszystkim znane pomadki od GR w kredce. Poprzednią w kolorze zgaszonego różu już prawie zużyłam. A to dlatego, że czerwień mało kiedy używam, a szczególnie w takim mocnym odcieniu, ale jak wiadomo czerwona szminka zawsze musi być w kosmetyczce. Ta pomadka to kolejny produkt GR, który jest idealny, bo tani i trwały. 



 

  Eveline Color Edition 711:

Pomadka o której się dowiedziałam przez przeczytanie o niej na jakimś blogu. Kupiłam ją praktycznie od razu. Nie jest to typowa czerwona pomadka ponieważ jest złamana różem i dlatego nadaje się na co dzień idealnie. Dodatkowo nie jest całkowicie matowa, ale trochę kremowa i ma w sobie witaminę E i masło aloesowe przez co nawilża i odżywia usta. Do tego ma bardzo przyjemny zapach i piękne opakowanie. Jej trwałość nie jest tak zachwycająca jak wcześniejszych pomadek o których wspomniałam, ale na pewno jest warta polubienia.



 

Golden Rose Classics Waterproof Lipliner 313:

Ostatnia pomadka to właściwie konturówka z GR za ok. 4-5 zł. Jej kolor to bardzo mocny i ciemny róż. Jest bardzo trwała i napigmentowana, ale trzeba pamiętać, żeby koniecznie nawilżyć usta przed jej użyciem, bo inaczej nasze usta będą przesuszone i wszystkie skórki będzie widać.  Kredka ta idealnie się sprawdzi do tego by dodać naszemu makijażowi i stylizacji odrobinę pazura na wieczorne wyjście.



Tak się prezentują moje ulubione jesienno-zimowe produkty, oczywiście największym ulubieńcem jest Carmex, który zawsze mam przy sobie by nawilżyć usta :) A teraz swatche wszystkich produktów:



A wy jakie macie ulubione produkty do ust? 

Do następnego, Karolina! ;* 

Share:
Czytaj więcej