środa, 18 października 2017

, ,

Dzienny make-up z niebieskim akcentem

Cześć, dziewczyny!

 Na dzisiaj przygotowałam post z dziennym makijażem. Każdy kto mnie zna wie, że u mnie mocniejsze kolory pojawiają się raczej na dolnej powiece, ale powoli staram się używać wyrazistych kolorów także na górnej powiece. Może za jakiś czas na blogu będą pojawiać się posty z propozycjami kolorowych makijaży.



Na górnej powiece mam głównie beże i brązy. W załamaniu powieki mam ciemny brąz i jest on  roztarty jasnym różem i beżem. Na ruchomej powiece mam kilka cieni i jest to jasny róż i dwa beżowe.  
Do makijażu górnej powieki użyłam palet:

- Jasno różowy cień "PAMPER" z plaetki Sleek Oh So Special 
Ciemny brąz "NEGRONI" z paletki Sleek All Night Long
- Beżowy cień "MAI TAI"  z paletki Sleek All Night Long
- Beżowy cień Golden Rose Silky Touch Matte Eyeshadow nr 204 


 
 Na dolnej powiece mam roztartą czarną kredkę i na to w zewnętrznym kąciku odrobinę ciemnego brązu i to roztarte dwoma niebieskimi cieniami. Natomiast w wewnętrznym kąciku mam błyszczący cień, który bardzo mi się spodobał.

Cienie użyte na dolnej powiecie:
- Ciemny brąz "NEGRONI" z paletki Sleek All Night Long
- Ciemny niebieski z paletki Avon True Colour Arctic Goddess
- Błękitny cień z paletki Avon True Colour Arctic Goddess
- Błyszczący beż "MARTINI" z paletki Sleek All Night Long



Jak łatwo zauważyć kolor niebieski to mój ulubiony kolor i często gości u mnie w garderobie czy w jakiejkolwiek rzeczy, którą kupię. I od jakiegoś czasu zaczyna gościć w moim makijażu. Przyznam, że w takim makijażu czuję się świetnie, ponieważ nie jest za mocny, ale nadal przyciąga uwagę.  

Do następnego, Karolina! ;* 

 
Share:
Czytaj więcej

środa, 11 października 2017

, , , , , , , , ,

Pielęgnacja moich włosów | 2017

Cześć, dziewczyny!

 Staram się wrócić na bloga, ale jak się okazuje choroba w połączeniu z brakami kadrowymi w pracy nie sprzyja pisaniu na blogu. Dlatego postanowiłam, że w każdy wolny dzień zrobię zdjęcia do kilku postów i ustawię automatyczne publikowanie postów. Postaram się, żeby posty były raz na tydzień.
 Nie przedłużając, dzisiaj zapraszam Was do przeczytania postu o pielęgnacji moich włosów. Oczywiście ona się często zmienia, ponieważ stosuję różne produkty, ale kilka jest stałych z którymi się bardzo polubiłam. Nie będę wspominać o regularnym podcinaniu włosów.



Jaki mam typ włosów?

Na samym wstępie warto wspomnieć jaki mam typ włosów. Moje włosy są niskoporowate, co jest równocześnie zaletą i wadą. Zalety są takie, że mam włosy błyszczące, śliskie, lejące się i odporne na uszkodzenia, które i tak się pojawiają, ale mimo wszystko w niskim stopniu, ponieważ tylko końcówki włosów się rozdwajają po jakimś czasie lub przesuszają. W moim przypadku nawet po kilkukrotnym rozjaśnianiu ich nie były zniszczone czym była zaskoczona moja fryzjerka. Natomiast jeśli chodzi o wady to są takie, że jako posiadaczka włosów prostych, nie mogę ich zakręcić, ponieważ zaraz się prostują. 


Jak wygląda moja pielęgnacja?

 1. Szampon i odżywka
Jako posiadaczka włosów, które się przetłuszczają stosowałam wiele szamponów do tego typu włosów, ale większość nie zdawała egzaminu. W pewnym momencie zaczął pojawiać się też łupież i po próbowaniu szamponów z apteki, które się nie sprawdzały, stwierdziłam, że kupię szampon drogeryjny. W moim wypadku jest to Head & Shoulders 2in1 menthol. Szampon ten wyeliminował łupież, ale także sprawia, że moje włosy są dłużej świeże i nie muszę ich myć codziennie co niestety musiałam robić przez długi czas.
Jeśli chodzi o odżywkę to w ostatnim czasie zmieniłam ją na firmę Isana i nakładam ją na połowę długości włosów. Obecnie mam drugie opakowanie odżywki tylko inną wersję i jest to Isana Power Volumen. Po pierwszym użyciu już zauważyłam, że końcówki moich włosów nie są wysuszone.





2. Ograniczenie ciepła
Od kilku lat nie suszę włosów suszarką. Owszem zdarzy mi się raz na jakiś czas, ale z reguły jest to wtedy kiedy mam jakieś ważne wyjście i włosy myję przed wyjściem.
Tak samo nie używam już prostownicy, której używałam, ponieważ moje włosy często lubią się wywijać w różne strony po mimo tego, że są proste. 
Tak samo po wielu próbach odpuściłam używania lokówki do włosów

3. Olejki
Nie olejuje włosów, ponieważ nie mam na to czasu, ale używam dwóch olejków, które nakładam na końcówki włosów po umyciu. Używam ich na zmianę. Pierwszy z nich to La Luxe olejek arganowy + keratyna. Dostałam go kilka miesięcy temu od siostry, ponieważ u niej się nie sprawdził. U mnie się sprawdza, ale trzeba stosować go w inny sposób, niż jest zalecane na opakowaniu. Używam 1-2 pompek tego olejku i rozcieram delikatnie na dłoniach i "moczę" końcówki włosów w nim. Inny sposób sprawi, że włosy będą sklejony i tłuste.

Drugi olejek to Alterra z pestkami moreli. Produkt ma nie tylko nieziemski zapach, ale także jest bardzo wydajny. Jedna pompka wystarczy, żeby rozetrzeć na ręce i tak samo jak w przyapdku poprzedniego olejku "moczyć" włosy w nim.


 4. Termoochrona
Jest to produkt, który używam nie często, ponieważ stosuję go tylko wtedy gdy włosy suszę suszarką lub używam prostownicy. Produkt ten zabezpiecza nasze włosy przed gorącą temperaturą. 


 5. Olej rycynowy
Jako, że nie stosuję olejowania to mimo wszystko oleje nie są mi obce. Jeden używam dosyć często i jest nim olej rycynowy.
Stosuję go jako maskę na włosy. 1-2 łyżki oleju rycynowego mieszam z jednym żółtkiem jajka i kilkoma kroplami cytryny. Nakładam taką maskę na 30 minut przed umyciem włosów i po upływie tego czasu zmywam letnią wodę i myję włosy tak jak zawsze. 
 Taka maska nadaje naszym włosom blasku, nawilża je i wzmacnia.

6. Maski
 Maski stosuję co najmniej raz w tygodniu. Używam dwóch firm, które się u mnie sprawdziły. Mowa tutaj o maskach firmy Kallos i Babcia Agafia. Dwie firmy, które są bardzo znane nie tylko z niskiej ceny, ale też efektów jakie pozostawia na włosach. 

7. Spięte włosy na noc
Od jakiegoś czasu śpię w spiętych włosach w koka lub warkocza. Nie tyko jest to ułatwienie latem gdy jest gorąco i nasze włosy są jak futro, ale także sprawia, że nie niszczymy włosów podczas snu. Nie wywieramy na nie nacisku i się nie łamią oraz nie wypadają. 


A wy jak dbacie o włosy?  

Do następnego, Karolina! ;*

Share:
Czytaj więcej

środa, 13 września 2017

,

MOJE OSTATNIE NAŚCIE | URODZINOWE PODSUMOWANIE

Cześć, dziewczyny! 

Na wstępie chcę powiedzieć, że wracam już całkowicie na bloga, ale potrzebowałam dłużej chwili oddechu i zastanowienia się nad wieloma rzeczami.
Ale wracając do dzisiejszego posta. Wczoraj miałam swoje dziewiętnaste urodziny i już od jakiegoś czasu chodził mi po głowie ten post. Dlatego postanowiłam, że co roku z okazji urodzin będzie pojawiał się post tego typu, który podsumuje dany rok z mojego życia.


Przez ostatni rok wiele się u mnie działo pod względem edukacyjnym i nie tylko. Mam wrażenie, że przez ostatni rok w jakiś sposób dojrzałam i bardziej świadomie podchodzę do wielu aspektów swojego życia i każdą porażkę nie traktuję jak koniec świata, a kolejną lekcję z której muszę wyciągnąć wnioski.

Zacznę od tego, że w ciągu ostatniego roku bardziej skupiłam się na pielęgnacji swojego ciała niż na upiększaniu się poprzez makijaż. W ten sposób dojrzałam całkowicie do tego, żeby wychodzić w pełni bez makijażu i to nawet do pracy, a nie tylko do sklepu. Owszem nadal się maluję na co dzień jeśli mam na to tylko czas i chęć. 
Jeśli już jesteśmy przy makijażu to dojrzałam do tego, żeby w końcu używać wyrazistych kolorów takich jak czerwień na ustach czy użyć niebieskiego lub zielonego cienia w makijażu. Na razie używam takich cieni tylko na dolnej powiece, ale to już jakiś początek.
 Przez ostatni rok także przestałam na siłę zmieniać siebie i swój wygląd. Przestałam narzekać na to, że mam włosy proste, a nie kręcone, tylko zaczęłam widzieć to jako swoją zaletą. 
  Jeśli chodzi o nie zmienianie się na siłę to także, zaakceptowałam to jak wyglądam i to, że nie jestem idealnie szczupła jak te ideały z instagrama. Przez wiele lat miałam kompleksy przez te ideały i chciałam być jak one, ale zrozumiałam w końcu, żeby być szczęśliwą ze samą sobą to trzeba akceptować siebie i pokochać siebie. 



Jeśli chodzi o aspekt edukacji to troszkę się zmieniło. Mianowicie zdałam maturę, ale nie dostałam się na studia i początkowo był to dla mnie koniec świata, ale po jakimś czasie stwierdziłam, że jest to szansa na sprawdzenie siebie na innych polach. Owszem będę do tyłu z moim rocznikiem, ale mam rok na upewnienie się czy chcę iść na tą filologię hiszpańską i mam szansę na przygotowanie się na te studia. Co do tego czy chcę studiować iberystykę to jest to w 100% pewne i będę za rok próbować ponownie dostać się na te studia. Właśnie się zapisałam do szkoły językowej, żeby pouczyć się jeszcze hiszpańskiego i za rok móc poprawić moją maturę i ponownie złożyć papiery na studia. Ale o tym też pojawi się post, ale na drugim blogu na który Was serdecznie zapraszam (link do bloga). 

Co się jeszcze zmieniło w moim życiu? Poszłam do pracy i oczywiście nie jest to praca marzeń, ale jest to jakieś nowe doświadczenie i również możliwość zarobienia pieniędzy, ale także praca w fajnym towarzystwie. Przyznam, że trafiłam na super ekipę ludzi i po prostu dla nich aż miło iść do pracy.

To chyba wszystko co się u mnie zmieniło. A u Was co się pozmieniało przez ostatni rok? I czy Wy też robicie takie roczne podsumowania?

Do następnego, Karolina! ;* 

Share:
Czytaj więcej

sobota, 8 lipca 2017

, ,

Ziaja tonik zwężający pory | Recenzja

Cześć wszystkim!

Jak już nie raz wspominałam w czasie wakacyjnym w mojej kosmetyczce rządzą produktu pielęgnacyjne, ponieważ w wakacje przy upałach nie mam ochoty się malować, a poza tym warto, żeby skóra też odpoczęła i się opaliła. Dodatkowo przy takich upałach nie warto się malować, jak i tak zaraz makijaż spłynie. Owszem czasem się wymaluję, ale wtedy używam czegoś lżejszego. Ale dzisiaj nie o makijażu, a o pielęgnacji. Jak już zdążyłyście zauważyć to polubiłam serię Ziaja liście manuka i tak o to w mojej kolekcji pojawił się kolejny produkt tej serii i tym razem jest to tonik zwężający pory. 


Opis producenta:
Tonizująco -uzupełniający preparat do demakijażu i oczyszczania skóry. Przywraca skórze naturalną równowagę i świeżość.

Czysta i świeża skóra
• Łagodnie oczyszcza i usuwa pozostałości makijażu.
• Działa ściągająco na rozszerzone pory skóry.
• Zawiera organiczne kwasy o działaniu mikrozłuszczającym.
• Wspomaga łagodzenie zmian trądzikowych.
• Przygotowuje skórę do zabiegów pielęgnacyjnych.



Skład:Aqua (Water), Glycerin, Panthenol, Propylene Glycol, Gluconate, Lactobionic Acid, Mandelic Acid, Leptospermum Scoparium Leaf Extract, Polysorbate 20, Diazolidinyl Urea, Sodium Benzoate, Parfum (Fragrance), Benzyl Salicylate, Hexyl Cinnamal, Limonene, Linalool.


Zacznę od tego, że produkt mnie przekonał już ceną, ponieważ wynosi ona ok. 8 zł, co jak na tonik jest to niska cena. Przyznam, że zakupiłam ten produkt bez zastanowienia, ponieważ uznałam, że warto wypróbować go, skoro inne produkty z tej serii się u mnie sprawdzały.
Samo opakowanie już zwraca uwagę, kolor zielony, który jest jednym z charakterystycznych kolorów dla tej serii. Opakowanie jest z zielone plastiku, które prześwituje dzięki czemu możemy kontrolować ilość produktu z buteleczce. Tonik ma również pompkę, co według mnie jest plusem, ponieważ możemy dowolnie kontrolować ilość produktu, której chcemy użyć. Dodatkowo uważam, że jest to dobra opcja jeśli chcemy zabrać ze sobą produkt w podróż, ponieważ mamy pewność, że się nie otworzy i nie wyleje.
Jeśli chodzi o sam tonik to ma bardzo przyjemny zapach, który jest charakterystyczny dla tej serii. Osobiście wręcz uwielbiam ten zapach, ponieważ nie jest on mocny, ale jest wyczuwalny. Produkt u mnie zdobył kolejny plus tym, że nie zawiera alkoholu. Używałam wcześniej toniku, który miał w sobie alkohol i niestety on wysuszał skórę co prowadziło do pogorszenia stanu mojej cery. Niestety to było kilka lat temu i wtedy nie zdawałam sobie sprawy z tego co powinno się używać itp. Ale w końcu człowiek uczy się na własnych błędach.
Jeśli chodzi o działanie produktu to mam mieszane uczucia, ponieważ porów nie zwęża, ale jeśli chodzi o łagodzenie wyprysków to mnie pomaga, tonik łagodzi zapalenie w miejscy wyprysków i przez to szybciej się one goją. Dodatkowo uważam, że na lato jest to bardzo dobry produkt, ponieważ jest lekki i w ciągu dnia można go używać, żeby odświeżyć naszą skórę. Dodatkowo pomaga domyć resztki makijażu. 

 Jest to moje pierwsze opakowanie, ale na pewno nie ostatnie. Według mnie produkt zasługuje na danie mu szansy i poznania go. 

 

A czy wy używałyście tego produktu, a może jesteście zainteresowane wypróbowania go?

Do następnego, Karolina! ;*


Share:
Czytaj więcej

wtorek, 27 czerwca 2017

, ,

Bielenda skarpetki złuszczające | Recenzja

Cześć, wszystkim!

Na samym początku chciałabym Was przeprosić, ponieważ ten post miał się okazać prawie 2 tygodnie temu, ale przyznam, że dopadło mnie lenistwo i z mojej winy ten post się nie pojawił. Nie mam zamiaru wymyślać jakiś powód dlaczego nie opublikowałam tego postu wcześniej, dlatego wolę po prostu powiedzieć prawdę, że to wina moja i mojego lenistwa.
Ale nie przedłużając, zapraszam na recenzję skarpetek złuszczających firmy Bielenda o których już wspominałam w poprzednim poście.


Nowości kosmetyczne | czerwiec 2017

 


Zakup takiego produktu jest bardzo dobrym pomysłem, żeby zadbać o swoje stopy, a szczególnie kiedy pojawia się lato i chcemy jeździć nad wodę czy chodzić w sandałach. Jest to jak domowe spa dla naszych stóp.

Czego oczekiwać od takiego produktu?

Skarpetki złuszczające, jak sama nazwa wskazuje ma za zadanie złuszczyć naskórek na naszych stopach co ma nadać nam gładkość skóry. Do tego są używane głównie kwasy i mocznik.

Co nam obiecuje producent?

Złuszczający zabieg do stóp w postaci skarpetek z aktywnym płynem skutecznie i bezpiecznie usuwa martwy, zrogowaciały naskórek. Wystarczy jeden zabieg, żeby zregenerować i wygładzić skórę stóp. Po 7 - 10 dniach od wykonania kuracji, stopy są idealnie gładkie, delikatne i odżywione. Zawiera kompleks kwasów (mlekowy, glikolowy, salicylowy), które pomagają usunąć martwy, zrogowaciały naskórek i stymulują odnowę komórkową. Mocznik (5%) intensywnie nawilża, odżywia i chroni skórę stóp. Ekstrakt z limonki jest źródłem witaminy C, działa antyoksydacyjnie, antybakteryjnie, odświeżająco i wspomaga gojenie. Alantoina i betaina łagodzą podrażnienia i nawilżają skórę stóp.



Zakupiłam ten produkt z nadzieją, że zadziała do czego mnie przekonały liczne pozytywne opinie na stronie rossmanna. Raz już użyłam skarpetek złuszczających, ale innej firmy i się rozczarowałam całkowicie, ponieważ nie zadziałały nawet w minimalnym stopniu.
A jeśli chodzi o ten produkt z Bielendy to jestem pozytywnie zaskoczona. Czy efekty są? Owszem są i w dodatku do tej pory jeszcze skóra się trochę złuszcza co mnie zaskoczyła, bo jak producent podaje do 10 dni powinna się złuszczać, a tu już mija 15 dzień od zastosowania produktu.
Produkt ma bardzo przyjemny zapach i jest łatwy w użyciu. W pudełku znajdziemy dwie saszetki z płynem i woreczek z dwoma workowymi skarpetkami. 




Dodatkowo jestem zachwycona tym jak wygląda opakowanie. Jest one proste, ale bardzo czytelne. Na pudełku znajdziemy nie tylko skład, dokładne zalecenia względem zastosowania, ale także na co należy uważać i kiedy nie wolno używać produktu. Według mnie jest to bardzo na plus, ponieważ nie raz albo nie pisze, albo jest zapisane drobnym druczkiem. Dodatkowym plusem jest niska cena, bo ok. 10 zł, a na promocji nawet za 7-8 zł. Poprzedni produkt tego typu, który zakupiłam w rossmannie i się nie sprawdził kosztował prawie 15 zł, a efektu nie dał żadnego, więc jak widać działanie z ceną nie zawsze idzie w parze.








A czy Wy używałyście tego typu produkt, a może dokładnie ten? Jakie są wasze wrażenia?

Do następnego, Karolina! ;*

Share:
Czytaj więcej

poniedziałek, 12 czerwca 2017

, , , , , ,

Nowości kosmetyczne | czerwiec 2017

Cześć dziewczyny!

W domu co miałam zrobić już zrobione, posprzątane i obiad wstawiony, a więc mam czas na napisanie dla Was postu. Post miał się pojawić w sobotę, ale przyznam, że przez całą sobotę żyłam tym, że wieczorem mecz naszej reprezentacji w piłce nożnej. Co jak co, ale meczu naszej reprezentacji nie przepuszczę i każdy muszę obejrzeć. Ale nie przedłużając, dzisiaj post o kilku nowościach, które w ostatnich dniach nabyłam. Wszystkie dotyczą pielęgnacji. Kosmetyki są z marki Ziaja i Bielenda czyli dwie marki, które jeśli chodzi o pielęgnację to u mnie przeważają. 



Na pierwszy ogień idą dwie maseczki. Zrobiło się gorąco, a upał w połączeniu z moją cerą tłustą oznacza katastrofę. W ciągu ostatnich kilku miesięcy udało mi się doprowadzić moją cerę do idealnego stanu gdzie wydzielanie sebum się troszkę zmniejszyło i nie pojawiały się żadne wypryski. Jednakże, słońce i upał doprowadzają do nadmiernego wydzielania sebum  i w połączeniu z potem pojawiają się wypryski na mojej skórze. Dlatego będąc w rossmannie postanowiłam kupić jakąś maseczkę na wypróbowanie. Pierwszą jaką wzięłam jest Ziaja maska oczyszczająca z glinką szarą do cery tłustej i mieszanej. Przyznam, że jej jeszcze nie użyłam, ale dzisiaj to zrobię i jeśli zadowolą mnie jej efekty to będę jej używać.




Następna maseczka firmy Bielenda Carbo Detox, pochodzi z nowej serii, którą firma Bielenda wypuściła na rynek. Tą maseczkę kupiłam przez przypadek, ponieważ szłam do kasy i mi się rzuciła w oczy ta czarna saszetka więc od razu na nią spojrzałam i wybrałam odpowiednią do mojej cery i ją wzięłam. Pierwszą saszetkę już zużyłam tego samego dnia i przyznam, że efekt mnie zadowolił i to bardzo. Moja skóra po niej była miękka, jedwabista i w dodatku przez kolejne 2-3 dni wydzielała mniej sebum. Dlatego jak dzisiaj byłam w rossmannie to od razu po nią sięgnęłam i kupiłam dwie kolejne saszetki. Zadowoliła mnie na tyle, że planuję zamówić z tej serii peeling i żel do mycia twarzy. Przyznam, że na początku bałam się, że mogę dostać uczulenia, ponieważ po jednej maseczce z zieloną glinką dostałam strasznego uczulenia i moja twarz była czerwona przez kilka następnych dni i bardzo swędziała. Jednak po tej nic mi się nie dzieje, więc uczulenie wynikało z innego składnika maski.





Następny produkt również firmy Bielenda to krem różany do twarzy. Krem ten kupiłam przez przypadek poprzednim razem gdyż niestety w rossmannie nie jest już dostępny mój ukochany krem z Bielendy młodzieńczy blask, który zmniejszał wydzielanie sebum i jednocześnie nawilżał moją skórę. Wrócę do tamtego kremu, ale będę musiała go zamawiać przez internet. Co do tego kremu różanego to jest on świetny dla tych co potrzebują nawilżenia i sprawdza się dobrze pod makijaż, jednak dla cery tłustej go nie polecam.


Następny produkt pochodzący z firmy Ziaja to anty-perspirant dwukierunkowy. Dezodorant ten pokazał mi go mój brat kilka miesięcy temu i przyznam, że jest to strzał w dziesiątkę. Używałam wiele różnych dezodorantów i wszystkie albo podrażniały moją skórę lub nie sprawdzały się lub ewentualnie brudziły ubrania. Polecam ten dezodorant wszystkim, a szczególnie osobom, które mają większy problem z poceniem się tylko nie radzę nakładania go bardzo dużo.



Ostatni produkt jest to Bielenda Comfort+ skarpety eksfoliujące. Zrobiło się gorąco i pora odkryć nogi, i iść się opalać. Niestety po zimie skóra na moich stopach jest wysuszona i wymaga nawilżenia i porządnego złuszczenia więc postanowiłam kupić skarpetki złuszczające. Przeczytałam wiele pozytywnych opinii o tym produkcie na stronie rossmanna więc postanowiłam je wypróbować i w dodatku są w przystępnej cenie 9,99 zł. Pisząc ten post właśnie mam je założone na stopy więc w najbliższym czasie na pewno pojawi się recenzja.




 Używałyście któryś z tych produktów? A co u Was znalazło się w nowościach? 

Do następnego, Karolina! ;*

Share:
Czytaj więcej

czwartek, 1 czerwca 2017

, ,

Makijaż inspirowany - Las Chicas del Cable

Cześć dziewczyny!

Czas matur się skończył więc tak jak obiecałam wracam na bloga. Przyznam, że tęskniłam za pisaniem tutaj, ale też trochę odpoczęłam i nabrałam nowej energii i odkryłam nowe pomysły.
Dzisiaj dzień dziecka i w tym dniu rusza nowa seria postów na moim blogu. Do tej pory nie publikowałam tutaj żadnych moich makijaży, ponieważ uważałam, że w porównaniu do osób z większym stażem to ja wypadam daleko w tyle i oczywiście nadal tak sądzę, ale postanowiłam, że mimo wszystko co jakiś czas z wami się podzielę swoim makijażem. Jak już zauważyliście po tytule to seria będzie się nazywać "Makijaż inspirowany". Na pomysł wpadłam właśnie oglądając serial "Las Chicas del Cable", który polecam nie tylko dla fanów języka hiszpańskiego, ale także dla fanów lat 20, które osobiście uwielbiam. 
Po tak długim wstępie zapraszam na post i na makijaż. Od razu z góry chcę przeprosić za jakoś zdjęć mojego makijażu, ale obecnie staram się odnaleźć w robieniu zdjęć makijaży moim aparatem. Jak to mówią trening czyni mistrza.





Inspirując się czymś nie odwzorowuję tego w całości, ponieważ nie zawsze mi się całość podoba i tak samo jest w tym przypadku. Większość z bohaterek tego serialu nosi  na ustach kolor czerwony na którym mi najbardziej zależało, ale jedna z bohaterek ma oczy pomalowane na bardzo ciemny kolor, który do mnie nie przemawia, ponieważ nie lubię siebie w ciemnych kolorach, gdyż wyglądam jakbym nie miała oczu. Natomiast reszta z bohaterek oczu nie ma pomalowanych i ma jedynie sztuczne rzęsy. Ja jednak w tym makijażu połączyłam czerwone usta z delikatną szarością na powiece. 

Na mojej powiece w załamaniu zblędowałam ciemny fiolet wpadający w brąz z szarym i obydwa cienie pochodzą z paletki AU NATUREL. Na ruchomą powiekę nałożyłam odrobinę cienia białego, cielistego i delikatnego żółtego i na to odrobinę pigmentu KOBO. Nie jestem fanką cieni brokatowych na ruchomej powiece, dlatego zawsze na dolnej powiece mam kolor najciemniejszy który użyłam na powiece ruchomej i na to odrobina cieni z brokatem. W tym wypadku na dolnej powiecie mam cień fioletowy i roztarty cieniem szarym, a na to odrobina cienia niebiesko z brokatem z paletki WIBO.





A poniżej kosmetyki, których użyłam do wykonania tego makijażu:







Do następnego, Karolina! ;*

Share:
Czytaj więcej